Czytasz właśnie
Bezstresowe wychowanie, czyli wojna o to jak wychować dziecko!
0

Bezstresowe wychowanie, czyli wojna o to jak wychować dziecko!

bbb

Żeby nazwać rzeczy po imieniu, musimy chyba trzymać się jakiejś definicji, bo tzw „bezstresowe” podejście do dziecka jest tematem rzeka. I pojęciem względnym, które od lat robi furorę. Wrzeszczą o nim media, psychologowie, powstało milion poradników na temat tego, jak utrzymać równowagę pomiędzy rozsądnym wychowaniem, a nie narażaniem dziecka na niepotrzebny stres. Bo prawda jest taka, że cała koncepcja takiego wychowania wywodzi się z teorii, według której maluch powinien być wychowywany w poczuciu komfortu psychicznego, tak by mógł swobodnie rozwijać swój potencjał. Amen! W 100% się z tym zgadzam. Zastanawia mnie tylko, czy w dzisiejszych czasach nie rozumiemy tego pojęcia trochę na opak? Bo mam wrażenie, że jest cienka granica między wspieraniem swobody u dziecka, a pozwalaniem mu na wszystko. Prawda? Czy dziecko, które spazmuje i leży na podłodze w Smyku domagając się kolejnej, prawie identycznej zabawki, jest wychowywane bezstresowo? Czy rodzice, którzy nie reagują na takie właśnie „zachcianki” hołdują takiemu właśnie przekonaniu?

Moi byli bardzo liberalni. Zostałam wychowana bezstresowo i chwała im za to! W potocznym rozumieniu zostałam wychowana tak, że na wiele mi pozwalano. Rodzice dzielnie wspierali moje pasje, ale potrafili też wyznaczać granice. Nasze relacje zbudowaliśmy na wzajemnym zaufaniu i szacunku. Moi rodzice byli bardzo lubiani wśród naszych znajomych, już od dziecka. Nie tylko dlatego, że w naszym domu zawsze było milion Barbie, fajnych zabawek i słodyczy z Pewexu. Oni zawsze traktowali nas i naszych znajomych jak równych sobie. Nasze koleżanki zwierzały się mojej mamie z pierwszych pocałunków, buszowały w jej szafie, później wpadały na kawę bez zapowiedzi. Pamiętam jak w wieku 17 czy18 lat mama zabrała mnie do ginekologa. Nie tylko po to żebym mnie zbadać, bo tą kwestię miałam już dawno za sobą, ale po to, żeby lekarz zapisał mi tabletki antykoncepcyjne. Tak na wszelki wypadek, gdyby to był „ten moment”… Niektórzy uważają, że zostałyśmy rozpieszczone (to już inna kwestia!). Niemniej jednak wydaje mi się, że obie, z siostrą, wyrosłyśmy na bardzo odważne i wartościowe kobiety…

Wracając do samej istoty tzw „bezstresowego wychowania” to pisałam o tym już kiedyś – nie jestem fanką tego typu nazewnictwa i zamykania „czegoś” w sztywnych ramach. Według mnie takie wychowanie (prawidłowe wychowanie) powinno polegać przede wszystkim na obopólnym szacunku. Pozwalanie dziecku na wszystko i chronienie go przed wszelakim stresem i nadmiarem bodźców wcale nie jest dobre. Sama się o tym przekonałam! Kiedyś za wszelką cenę trzymałam Gabiego pod szklanym kloszem, a każdy jego płacz czy marudzenie wywoływały u mnie panikę. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że muszę pozwolić mu na płacz czy złość. Musi nauczyć się radzić sobie ze wszystkimi emocjami, nie tylko tymi dobrymi. Zrozumiałam też, że nadskakiwanie mu czy zmuszanie do robienia czegoś np. teraz się napij, teraz zjedz to i to, teraz idz spać itp. jest dla niego krzywdzące. Na szczęście jest kumatym dzieciakiem i może po prostu nie ma teraz ochoty jeść, bo nie jest głodny, albo najzwyczajniej w świecie nie jest jeszcze zmęczony i chce posiedzieć dłużej. Dziecko to też człowiek, tyle że mały. Dlatego uważam, że istotą dobrego wychowania jest to, żeby umieć jasno wyznaczać granice, ale z drugiej strony respektować potrzeby swojego dziecka. I słuchać go. Obserwować..

Osobiście nie jestem też zwolenniczką klapsów. Ja nigdy nie dostałam i uważam, że da się wychować dziecko bez przemocy. Pewnie się narażę pisząc, że dla mnie rodzice którzy biją swoje dzieci są po prostu bezradni. Może po prostu nie potrafią w inny sposób poradzić sobie z niesfornym dzieckiem? Może to pójście na łatwiznę zamiast szukania sposobu jak zmienić pewne złe zachowania u swojej pociechy lub pokazać mu, że zrobił źle? To niełatwa sztuka, przyznaję. Wymaga dużo cierpliwości i konsekwencji, ale uwierzcie mi – można!

Mogłabym tak pisać i pisać, ale wierzę, że każdy powinien wychowywać swoje dzieci po swojemu. Nie wtrącam się i nie osądzam. Nie znaczy to, że akceptuję przemoc czy poniżanie. Pamiętajmy, że tak jak pisałam dziecko nie jest naszym podwładnym, tylko równorzędnym członkiem rodziny i to w dużej mierze od nas – rodziców, zależy jakim człowiekiem stanie się w przyszłości… Amen:)

 

Jak to oceniasz?
Interesujące
40%
Pozytywne
20%
Ważne
20%
Zaskakujące
0%
Niezbędne
0%
Trudne
20%
Łatwe
0%
Informacje o autorze
Dagmara Chmielewska
Dagmara Chmielewska
Absolwentka psychologii klinicznej na SWPS-ie. Obecnie zapracowana mama 2,5 letniego Gabrysia oraz przyszła mama jego 20 tygodniowego brata. Prywatnie temperamentna ekstrawertczka,w ciągłym biegu. Wielką radość sprawia mi czytanie książek oraz podróżowanie.
Komentarze

Zostaw odpowiedź

*