Po porodzie
Now Reading
Dzień Świstaka! Czyli dzień z życia matki polki
0

Dzień Świstaka! Czyli dzień z życia matki polki

Dzień świstaka

przed 6.00 Nie wiem jak Wy, ale ja mam jakiś detektor/czujnik ruchu i nie potrzebuję budzika żeby wiedzieć, że mam jakieś 10min żeby pościelić łóżko, wysikać się i spróbować wypić kawę, zanim rozlegnie się krzyk…

6.00- 8.00 Wstajemy! Kolejność bywa przypadkowa, czasem Gabi wstaje pierwszy, a czasem to Leo wita nas swoim uśmiechem;-) Wojtek ogarnia się do pracy, a ja biegam jak kot z chorym pęcherzem: mleko dla Leo, pampers, potem karmię Gabrysia, ogarniamy mu rzeczy do przedszkola, mycie zębów…Muszę jeszcze skoczyć szybko po zakupy i w międzyczasie znieść kilka fochów pt.” Ja chcę bluzkę z sharkiem, nie chcę tej czerwonej”. No cóż, to mało istotne, że Gabi wygląda wtedy jak „stróż boże ciało”, jak ma być shark to koniec dyskusji! Amen! Wojtek wychodzi z Gabim i mijają akurat 2h…

8.00- 8.45 Leo funkcjonuje jak w zegarku, dosłownie. Chodzi spać o 8.00 i mam 45min żeby: ogarnąć dom, wyparzyć butelki/smoczki, wstawić pranie, umyć zęby, rzucić okiem na telefon, zadzwonić do Wojtka i zapytać czy Gabi robił sceny przed wejściem do przedszkola, zadzwonić do Bianki aż nagle..nagle słyszę piskanie z sypialni. Wstajemy, szkoda dnia!!!1357776186_w8si2d_600

9.00– 11.00 Mleko, pampers i zmiana ubrania. Potem następują nasze rutynowe czynności: czytamy książeczki, bawimy się wszystkimi świecącymi zabawkami, chodzimy po domu w poszukiwaniu skarbów… „A guuuuu”, „Maaaammmmaaa”, „Puszek okruszek”, „Mydełko Fa” (nie śmiejcie się, on naprawdę lubi ten kawałek). Po 2h Leo znów idzie spać…

11.00-12.30/13.00 Jak dobrze to rozegram i wygram wyścig z czasem, czyt. będę czuwała i go dośpię, moje „mydełko Fa” śpi NAWET 2h. Yuuuupi! I znowu sprzątamy, jemy „śniadanie”(?), siadamy do kompa, 2 telefony i jak mam farta, mogę nawet obejrzeć jeden odcinek „House of Cards” (jak ja lubię te moje 2h! Istne błogosławieństwo! Stan upojenia, moje małe zen…)

13.00– 16.00 „Siabada Ty i ja, Ty i ja…mydełko Fa…” książeczki, kupa, mleko, pampers, zabawki, zwiedzanie i o ile Jegomość raczy nie drzeć się głośniej niż wokalista Vadera, wychodzimy na chwilę na dwór (albo na balkon)! Tak – Leo nienawidzi spacerów! Wyjście po zakupy stanowi wyczyn prawie niemożliwy!

16.00- 17.00 Gabi wraca z przedszkola! „Witaj Leosiu”, wiesza się na nas i zdaje relacje ze swojego dnia…potem odpalam mu bajki na Netflixie i biegnę uspać Leo.. Mały śpi kolejne 45min, a ja bawię się z Gabim Lego, rysujemy albo się wygłupiamy.bbbbbbbb

17.30 Tata wraca z pracy! Jestem uratowana:) Mydełko Fa wita go uśmiechem,a ja mogę iść na papierosa. Leo jest wtedy z Wojtkiem…czasem na chwilę wraca w moje ramiona, gdy Gabi uświadamia sobie, że dziewczyny są głupie i nie potrafią się bawić Lego…że jestem po prostu nudna;-)

18.00– 19.00 Kąpanie Leo, mleko, Mydełko Fa, świecące zabawki i głupie miny taty. Gabi coś ogląda, bawi się albo po prostu jest na „NIE”. NIE bo NIE. Jak dobrze pójdzie udaje nam się wykąpać go przed 19.00.

19– 20.30 Leloś idzie spać po 19, a my mamy jeszcze 1,5 h na zabawy z Gabim. W międzyczasie sprzątania c.d., zakupy, jakaś kolacja, walka pt:”Wyłączamy bajkę i idziemy spać”, usypianie, wywieszanie prania, zmywarka itp.

20.45 Jak wydarzy się cud i nie padnę razem z dziećmi, to czasem udaje mi się zamienić z Wojtkiem 5-10 zdań. Sporadycznie mam jeszcze siły się umyć albo obejrzeć do połowy jakiś film…czasami waham się też czy nie nalać sobie lampki wina i posłuchać jakiejś muzyki albo poczytać książkę. Niestety zazwyczaj zasypiam zanim dojdę do lodówki… 😉

I tak codziennie…Od 4 miesięcy;-) Brzmi trochę jak dzień świstaka, prawda? Kilka dni temu miałam urodziny. Fartnęło mi się, bo byliśmy wtedy u rodziny mojego męża i mieliśmy chrzciny jego bratanicy. Umalowałam usta, założyłam koturny i ułożyłam włosy. Dresy poszły w odstawkę, a ja z potem cieknącym po plecach i Leo na ramieniu, poczułam jakbym na jeden dzień przełamała tą rutynę. Wieczorem opijaliśmy moje urodziny i spotkaliśmy się z przyjaciółmi, to dopiero rarytas: szpilki i % jednego dnia! Wow! Wiem, z małymi dziećmi tak jest…wiem, jak podrośnie znów zacznę się malować, wiem…mam to trochę na własne życzenie.

Bycie mamą to taki dzień świstaka. To jak jazda na rollercoasterze. Bez trzymanki!

A buuuu…a guuuu… NIE to NIE! Siabadaaaa Ty i ja…. 🙂

What's your reaction?
Ważne
0%
Zaskakujące
0%
Niezbędne
0%
Trudne
0%
About The Author
Dagmara Chmielewska
Dagmara Chmielewska
Absolwentka psychologii klinicznej na SWPS-ie. Obecnie zapracowana mama 2,5 letniego Gabrysia oraz przyszła mama jego 20 tygodniowego brata. Prywatnie temperamentna ekstrawertczka,w ciągłym biegu. Wielką radość sprawia mi czytanie książek oraz podróżowanie.

Leave a Response

*