Now Reading
Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym….
0

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym….

 

„Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym….” prezesem dużej firmy,o!;-) Prezesem, bo od zawsze haruję jak wół! Nie zmienia to faktu, że przez długi czas walczyłam ze stereotypami, żeby udowodnić, między innymi, że nie jestem tylko głupiutką blondyneczką. „Jaka ładna, pewnie głupia”, „Pracuje w tej firmie, bo pewnie się z kimś przespała”, „Panoszy się, bo ma bogatego ojca”, „Jaka pewna siebie i wygadana, pewnie to pozory”.. bla bla bla! W życiu spotkałam się już z różnymi (nazwijmy to) „zarzutami” względem swojej osoby… Brałam i biorę je na klatę i nie komentuję, po prostu robię swoje.

 Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym….

Nie jestem zagorzałą feministką, ale nie do końca wierzę w równouprawnienie. Bądźmy realistkami – gdy byłam w szczycie formy i zaczęłam robić karierę – musiałam zrobić sobie przerwę. Bo Gabiś, potem Leo. Gdy już wróciłam do pracy zaczął się sezon na fluki, infekcje i inne paskudztwa. Kto wtedy musiał rzucić wszystko i zająć się dziećmi? Ja! Bo nikt, tak jak mama, nie zadba o swoje dzieci, prawda?

 Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym….

Ale wróćmy na chwilę do czasów kiedy jednak byłam „na fali”… Nawet nie wiecie ile razy spotkałam się w swoim życiu z hejtem, bo byłam dziewczyną z bogatego domu. Ludziom wydawało się że nic nie muszę, że nic nie robię, że pewnie jestem tylko infantylną lalunią. Potem, gdy zajęłam wysokie stanowisko w firmie X, wszyscy czekali na moje potknięcie. Inni z kolei uważali, że nawet jeśli to się wydarzy – i tak ujdzie mi na sucho. I znów spotykając się na szczycie czułam, że ludzie traktują mnie przedmiotowo – faceci traktują mnie z góry. Może kawka po zebraniu? Może jakiś wyjazd służbowy? Czułam się jak mięso, które po prostu ładnie wygląda i najchętniej zostałoby daniem głównym na talerzu. Najlepiej na wynos, bo w domu stygł prawdziwy obiad… Miałam wtedy dwadzieścia kila lat i prawdę mówiąc, od początku wiedziałam czego chcę. Chciałam udowodnić światu na co mnie stać. Zapieprzałam jak wół, do momentu gdy mój 5-letni związek prawie się nie rozpadł, a ja poroniłam swoją pierwszą ciążę. Wtedy powiedziałam: „DOŚĆ!” To był też moment w którym postanowiłam, że już nic nikomu nie muszę udowadniać!

 

Przestałam budować poczucie własnej wartości w oparciu o opinie innych, o ciągłą walkę z wiatrakami. Ludzie bywają podli, bezwzględni i najchętniej oceniają innych „po okładce”. Jednym słowem zachowują się jakby mentalnie nigdy nie opuścili gimnazjum. Fundamentalne pytanie brzmi więc: po co to wszystko?

 

Kiedy usypiam Gabiego często mówię mu: „Jesteś wspaniałym i mądrym chłopcem. Możesz wszystko”, na co on odpowiada: „Wiem mamo”. Jako dzieci jesteśmy przepełnieni wiarą we własne możliwości, chętnie uczymy się nowych rzeczy, nawiązujemy nowe znajomości i poznajemy świat. Nie boimy się też popełniać błędów. W miarę dorastania powoli podcina nam się skrzydła. A szkoda! Dlaczego? Dlatego, że stajemy się niewolnikami stereotypów i za wszelką cenę staramy się sprostać oczekiwaniom innych. Czy warto? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie…

 

 

What's your reaction?
Interesujące
100%
Pozytywne
0%
Ważne
0%
Zaskakujące
0%
Niezbędne
0%
Trudne
0%
Łatwe
0%
About The Author
Mama w Formie

Leave a Response

*