Now Reading
Gonić króliczka, czy złapać króliczka? Czyli gra damsko męska
0

Gonić króliczka, czy złapać króliczka? Czyli gra damsko męska

Gonić króliczka, czy złapać króliczka? Czyli gra damsko męska Szczęścia w miłości tak szczerze, to ja nie miałam nigdy. Zawsze zakochiwałam się albo w kimś dla mnie zupełnie nieosiągalnym, albo kompletnie mną niezainteresowanym. Raz nawet zdarzyło mi się zakochać w geju, ale jak powiedział mi, że „jako, że jestem jego najlepszą przyjaciółką, to musi mi zdradzić swój największy sekret…” to w miarę szybko udało mi się z niego„wyleczyć”. Pozostałe platoniczne miłości trwały nawet po kilka lat.

Zostałam wychowana tak, że to mężczyzna ma zabiegać o kobietę, a ona nic nie może ze swojej strony zrobić – bo wszelkie rzeczy typu zaproponowanie spotkania, jakieś miłe gesty, wykazanie najmniejszego nawet zainteresowania czy nawet rozpoczęcie rozmowy to przecież narzucanie się i brak honoru. Wiem, brzmi to idiotycznie, jednak zawsze myślałam, że tak ma być. I dlatego też wszyscy faceci, którzy byli moimi obiektami westchnień nigdy się nie orientowali – wiem, bo jak mi już przechodziło i wchodziliśmy w relację typowo kumpelską, to zdarzyło mi się dwóm, może trzem o tym powiedzieć i zdziwienie wyrysowane na ich twarzach było tak ogromne, że nie dało się nie uwierzyć w to, że faktycznie byli całkowicie tego nieświadomi.

Po którejś takiej rozmowie stwierdziłam, że to bez sensu i jeśli czegoś nie zmienię, to nigdy nie znajdę swojej „drugiej połówki”, a nawet jeśli znajdę, to ona nigdy nie zorientuje się, że ją za nią uważam. Ale żeby nie było za łatwo, to musiałam polecieć ze skrajności w skrajność – czyli tak, jak wcześniej nie pokazywałam po sobie zupełnie nic, tak teraz zaczęłam od razu dawać z siebie wszystko – miłe smsy, obiadki, ciasta, ciasteczka, tu coś załatwić, tam podjechać. I trafiłam na kilku wspaniałych, którzy postanowili to wykorzystać. Więc ja byłam na każde zawołanie, oni łaskawie czasem powiedzieli miłe słowo, a po jakimś czasie, gdy stwierdzali, że już im się znudził taki układ, po prostu urywali kontakt.

Po kolejnej takiej akcji stwierdziłam, że nigdy więcej. Nie chce już latać, wypruwać flaków, a potem płakać po nocach. Stwierdziłam, że mogę być sama, mogę być zimna, jak góra lodowa, która zatopiła Titanica, mogę być bez uczuć. Jak facet chce to niech się stara, ale i tak nic z tego z mojej strony nie będzie. Plan wydawał się idealny, istnie szatański. Podziałał przez pół roku. Potem pojawił się on. Tak nie czułam się przy nikim wcześniej – byłam dla niego księżniczką, choć na początku nie dawałam mu nic od siebie. I nagle sru!- góra się roztopiła i zaczęłam też się starać. Magia prysła, korona spadła, szklany pantofelek na nóżkę już nie pasuje.

Nagle poczułam się znów jak małe dziecko, które nie ma pojęcia o tym strasznym świecie, o regułach w nim obowiązujących. A wystarczyło posłuchać koleżanek – „facet musi gonić króliczka, jak go złapie, przestaje się interesować, bo już osiągnął cel”. I faktycznie coś w tym jest – im mniej mi na kimś zależy, tym bardziej on się stara o moje względy. A mi głupiej nadal zależy na tym, który potrafi mnie wystawić, jak się umówimy. Więc wróciłam do punktu wyjścia – czyli wzdychania do kogoś, kto nie jest mną już zainteresowany, bo odkryłam przed nim wszystkie karty i rozmyślania, co znów robię źle i co jest ze mną nie tak.

Nutka tajemniczości, duża dawka kokieterii, poczucia humoru, pewności siebie i swojej wartości – to przepis na idealną postawę do flirtu. Zazdroszczę Wam wszystkim, które ten dar posiadają. Ja mam jeszcze sporo do nadrobienia, bo każdy niedoszły królewicz mnie tego w znacznym stopniu pozbawiał. Ale wierzę w to, że w końcu podniosę swoją koronę i będę ją z dumą nosić – sama czy z moim mężczyzną.

 

What's your reaction?
Interesujące
0%
Pozytywne
0%
Ważne
67%
Zaskakujące
33%
Niezbędne
0%
Trudne
0%
Łatwe
0%
About The Author
Mama w Formie

Leave a Response

*