Ćwiczenia
Czytasz właśnie
Mama NIE w formie!
0

optZaczynam świrować – dosłownie! Od kilku dni popadłam w jakiś dziwny, depresyjny stan. Mam chwilowego focha na bycie optymistką i bycie mamą w formie, a co! Czuję się jak mała dziewczynka. Ciągle płaczę i jestem przerażona. I nie, to nie wina hormonów – to chyba stres i bezsilność doprowadziła mnie do miejsca, w którym się znalazłam… (albo głupota, powiedziałby mój mąż!)

Bezwzględne leżenie jest dla mnie dziwnym pojęciem, jak do cholery można leżeć i patrzeć w sufit przez 24h na dobę? To było fajne przez kilka dni – przejrzałam listę rzeczy do szpitala, urządziliśmy dzieciakom pokoje, przeczytałam kilka książek i doczekałam się nowego sezonu Suits. Dziś mi odwala! Ciągle tylko ktg, usg, luteiny i odhaczanie każdego dnia, kiedy to udaje mi się utrzymać Obcego w brzuchu…

Do tego doszedł jeszcze jeden ważny aspekt – Młody i przedszkole. Dopóki chodził na adaptację wszystko było super: nowe miejsce, fajne zabawki, dzieci. Chyba myślał, że to kolejna bawialnia albo klubik w którym fajnie spędzi czas. W momencie kiedy uświadomił sobie, że przedszkole to obowiązek, a nie przyjemność, zaczął odwalać szopki. Płacz (może spójrzmy prawdzie w oczy – czarna rozpacz!), histeria, nie chce wychodzić z domu, zamyka się w swoim pokoju itp. Wojtek zabiera go tam prawie na siłę. Paradoks polega jednak na tym, że 5 min po przekroczeniu progu przedszkola, uspakaja się i jest ok. Póki co zostawiamy go na kilka godzin, tak żebym mogła odsapnąć, a on nabrać ogłady i trochę się usamodzielnić… Niemniej jednak dramat trwa: Młody wyje, a ja z nim.

Może wyda się to Wam głupie (a ja nienormalna), ale zaczynam też snuć wizje tego, jak to będzie, gdy w domu pojawi się drugie dziecko. Nie boję się samego porodu, mało tego – wręcz modlę się żebym urodziła w ekspresowym tempie i żeby odbyło się bez cesarki. Bo kto zajmie się domem? Kto ugotuje Młodemu rosół? Bo będzie tęsknił…Bo ja będę tęskniła… Moja mama zawsze powtarzała: „Moje serduszko podzielone jest na pół”. To dziwne. Czy drugie dziecko kocha się tak samo? Jak podzielić te wszystkie uczucia, czas, uwagę, a przy okazji nie zatracić w tym wszystkim siebie? Nie zwariować?! Przez ostatnie 9 miesięcy nie mogłam doczekać się Obcego, dziś zaczynam się bać o zupełnie prozaiczne sprawy. Wiem, powiecie że to naturalne, że to było do przewidzenia. Wydawało mi się, że jestem twardzielką, która ze wszystkim sobie poradzi, zna wszystkie odpowiedzi, a tu boom!

Z drugiej strony, może ten czas też jest mi potrzebny, może człowiek nie może żyć w ciągłym pędzie licząc, że wszystko samo się ułoży? Może potrzebuję trzech opakowań ciastek, kilku durnych seriali i tej pseudo depresji żeby odpowiedzieć sobie na pytania, których wcześniej unikałam. Myślę, że w życiu musi istnieć pewna równowaga i jako psycholog wiem, że w życiu potrzebne są też kryzysy i zakręty. Po to żeby wyjść na prostą, żeby stanąć na nogi i dać upust swoim emocjom. Może ten płacz jest mi potrzebny, tak jak potrzebuje go Gabryś idąc do przedszkola? Może ma siłę oczyszczającą. Dużo tych znaków zapytania, prawda?

Dziś to na tyle. Nie będę nikogo zamęczała i obarczała swoimi „może?”. Jak znów poczuję cha-chę, dam znać:-) Trzymajcie się ciepło…

Jak to oceniasz?
Interesujące
33%
Pozytywne
17%
Ważne
33%
Zaskakujące
0%
Niezbędne
0%
Trudne
17%
Łatwe
0%
Informacje o autorze
Dagmara Chmielewska
Dagmara Chmielewska
Absolwentka psychologii klinicznej na SWPS-ie. Obecnie zapracowana mama 2,5 letniego Gabrysia oraz przyszła mama jego 20 tygodniowego brata. Prywatnie temperamentna ekstrawertczka,w ciągłym biegu. Wielką radość sprawia mi czytanie książek oraz podróżowanie.
Komentarze

Zostaw odpowiedź


*