Now Reading
„Nosiłaś i bujałaś, to masz za swoje” – znacie ten tekst, prawda?
2

„Nosiłaś i bujałaś, to masz za swoje” – znacie ten tekst, prawda?

Nosiłaś i bujałaś, to masz za swoje” – znacie ten tekst, prawda? Otóż nie żałuję ani chwili kiedy tuliłam, nosiłam i bujałam swoje dziecko. Może mój kręgosłup ma na ten temat inne zdanie, ale trudno;-) Dlaczego? Już Wam mówię! Po pierwsze – mam teraz bicepsy bez Chodakowskiej:) Po drugie – kołysanie niemowlaka znakomicie wpływa na jego rozwój…

 „Nosiłaś i bujałaś, to masz za swoje” – znacie ten tekst, prawda?

Faktem jest, że lulanie czy bujanie dziecka to naturalna potrzeba, której nie powinniśmy mu odmawiać. Przyczyna jest prozaiczna. Otóż wyobraźcie sobie, że przez 40 tygodni dziecko jest kołysane w brzuchu mamy. To jego naturalne środowisko! Nie dziwcie się więc, że uspakaja się na Twoich rękach lub uwielbia spacery po wszelkich nierównościach, a gdy tylko przekraczasz próg domu – nagle z wózka dobiega płacz. Kolejnym powodem dlaczego warto bujać to regulacja układu nerwowego u dzieci przeciążonych bodźcami, to przede wszystkim uspokajanie i wyciszanie emocji. To poczucie bezpieczeństwa! Również specjaliści podkreślają, że kołysanie ma kilka aspektów ważnych dla rozwoju naszych maluchów. Jednym z nich jest pobudzanie układu przedsionkowego w mózgu – części systemu nerwowego, która odpowiedzialna jest za zmysł równowagi oraz koordynację ruchową. Jeśli układ przedsionkowy pobudzany jest wystarczająco często, skutkuje lepszym rozwojem umiejętności chodzenia u dziecka.

 „Nosiłaś i bujałaś, to masz za swoje” – znacie ten tekst, prawda?

Oczywiście należy pamiętać, że istnieje duża różnica pomiędzy lulaniem a machaniem dzieckiem! Za mocne kołysanie jest nie tylko uciążliwe i męczące, ale i niebezpieczne – gdy dziecko bujane jest na boki w bardzo energiczny sposób, może dojść nawet do mikrouszkodzeń mózgu!

 

A teraz UWAGA – wkracza „Wujek dobra rada”;-) Naszym prywatnym patentem na terror kołysania stał się leżaczek – bujaczek! Zarówno Gabi, jak i Leo uwielbiali być kołysani i w ten sposób zasypiali. Gdy już miałam dość koleżanka podsunęła mi genialny pomysł i tak oto moje dzieci z rąk przerzuciły się do bujaczków:) Gabi wychował się w Tiny Love (KLIK)  – dosłownie.

Usypiał w nim (dzięki dodatkowej funkcji wibracji), słuchał muzyki, atakował zawieszki, a na koniec zjadł w nim swój pierwszy słoiczek! Z sentymentu zachowałam go dla Leo, ale okazało się, że potrzebował on trochę więcej technologii;-) Również padło na Tiny Love, ale tym razem postawiliśmy na bardziej innowacyjny produkt (KLIK) czyli taki o podwójnym ruchu, który łączy 2 ruchy – kołysanie i bujanie! Dla mnie bomba – Leo zakochał się w nim od pierwszego lulania;-)

 

Reasumując – tulenie i poczucie bliskości to bardzo ważna kwestia! Ja wiem, że czasem macie dość, wiem że dzieci to terroryści i że wymuszają…ale wiem też, że warto, bo więź z dzieckiem to coś na co pracujemy od samego początku. I jeszcze jedno – leżaczki/ bujaczki naprawdę dają radę! Dzięki Ci Tiny Love – dzięki Wam przestał drętwieć mi kręgosłup;-)

Dystrybutorem produktów na rynek Polski jest Firma Marko – ekspert w branży Baby and Kids – www.marko-baby.pl 

 

What's your reaction?
Interesujące
33%
Pozytywne
0%
Ważne
50%
Zaskakujące
0%
Niezbędne
0%
Trudne
0%
Łatwe
17%
About The Author
Dagmara Chmielewska
Dagmara Chmielewska
Absolwentka psychologii klinicznej na SWPS-ie. Obecnie zapracowana mama 2,5 letniego Gabrysia oraz przyszła mama jego 20 tygodniowego brata. Prywatnie temperamentna ekstrawertczka,w ciągłym biegu. Wielką radość sprawia mi czytanie książek oraz podróżowanie.
2 Comments

Leave a Response

*