Now Reading
Pozwól mi odejść
1

Pozwól mi odejść

Pozwol mi odejsc

Żyję w ciągłym strachu. Boję się własnego cienia. Właściwie to wszystkiego się boję. Głośniejszy klakson w środku nocy potrafi wprowadzić mnie w stan osłupienia. Jestem uzależniona od środków antydepresyjnych i przeciwbólowych. Jestem wrakiem człowieka. Nie jestem już kobietą, która kochała słuchać jazzu i ukradkiem podjadała truskawki. Jak to się stało? Co doprowadziło mnie do takiego stanu? Opowiem Ci…

Mam na imię Anka i z wykształcenia jestem architektem. Zawsze byłam zdolna, ambitna, inni powiadają też że piękna, ale nie mi to oceniać. Pochodzę z dobrej rodziny. Po studiach, kiedy to wkroczyłam w dorosłe życie, poznałam swojego obecnego męża. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Był mądry, przystojny i szaleńczo we mnie zakochany. Po roku zaszłam w ciążę i urodziło nam się dziecko. Córeczka. Kupiliśmy duży dom z pięknym ogrodem i mieliśmy żyć długo i szczęśliwie. Sielanka nie trwała długo, bo gdy pojawiło się dziecko, nagle zaczęły się kłótnie. Byłam zmęczona, bo nie miałam wsparcia (moja rodzina mieszka za granicą). Sama zmagałam się z dużym domem, gorączkami (nasza córka nieustannie chorowała), notorycznymi wizytami w przychodni. On wracał do domu z pracy i choć początkowo bardzo się starał, czułam że się od siebie oddalamy. Zaczęliśmy żyć jak współlokatorzy, którzy wspólnie wychowują dziecko. Brak porozumienia, totalna pustka i zero emocji. Staliśmy się sobie obcy. Całą miłość przelałam więc na dziecko, które stało się dla mnie całym moim światem. I wtedy coś pękło. W nim. A może we mnie? Zwykłe kłótnie, które zazwyczaj kończyły się spaniem w oddzielnych łóżkach, zamieniły się w koszmar. On wybuchał. Krzyczał. Szantażował. Trzaskał drzwiami. Rzucał szklankami…Od tego się zaczynało. Dziś, z perspektywy czasu, myślę sobie że zawsze był zbyt wyrachowany, żeby mnie uderzyć. Wiedział, że jeśli to zrobi i zauważy to ktoś z moich bliskich, jest skończony. Przyjął więc inną strategię. Postanowił mnie zastraszyć… Wybrał rolę cichego kata.

Nie potrzebował wiele. Najdrobniejszy pretekst stawał się powodem do awantury. Mówił, że zdradzam, choć nigdy nie przeszło mi to przez myśl. Mówił, że za bardzo się maluję. Innym razem, że o siebie nie dbam. Później zarzucał mi, że źle wychowuję naszą córkę. Jestem za dobra. Jestem za bardzo stanowcza. Nie pracuję. Tak po prostu. Jestem – i w tym problem! Początkowo próbowałam się bronić, straszyłam go że odejdę, wielokrotnie pakowałam walizki i stałam już w progu z dzieckiem. Wtedy przepraszał i obiecywał, że się zmieni. Moja córka bardzo go kocha. Paradoksalnie potrafi być dobrym ojcem i właśnie dlatego dawałam mu kolejne szansy…

Wydaje Ci się, że patologia to zjawisko, które wiąże się z biedą i trzydziestometrowym mieszkaniem? Alkoholem? Jesteś naiwna. Na pozór jesteśmy wzorcową rodziną. Mamy dom pod Warszawą, psa i piękną córeczkę. Wyglądamy jak rodzina z obrazka. Nasze piekło rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami!

Te kłótnie zdarzają się coraz częściej. Dziś, nawet raz w tygodniu. Czasem najdrobniejsze rzeczy eskalują do rangi problemu nie do rozwiązania. On krzyczy i katuje mnie słowami. Zamykam Małą w pokoju i pokornie wysłuchuję tej litanii. Opuszczam głowę i zagryzam wargi tak mocno, że później w łazience zauważam na nich krew. Nauczyłam się już żyć z bólem. Nauczyłam się przytakiwać i grzecznie omijać go, gdy w tlewizji leci mecz. Mam wtedy spokój. Podaję mu piwo i jak na przykładną żonę przystało, usuwam się w cień. Czuję ulgę, bo może dziś będzie miał lepszy dzień. Wróci ze swojej korporacji zmotywowany kolejnymi sukcesami i po prostu da mi spokój. Idę na papierosa i odhaczam ten dzień jako udany…

Powiesz jesteś młoda – odejdź od niego. Powiesz, że nie mam prawa nazywać się dobrą matką skoro tkwię w toksycznym związku i pozwalam patrzeć na to mojej córce. Powiesz, że jestem hipokrytką albo że powinnam szukać pomocy…

A ja powiem Ci tyle…Nazywam się Anka. Jestem ofiarą przemocy domowej.

What's your reaction?
Interesujące
3%
Pozytywne
3%
Ważne
13%
Zaskakujące
3%
Niezbędne
0%
Trudne
67%
Łatwe
10%
About The Author
Mama w Formie
1 Comments

Leave a Response

*