Now Reading
Z przeprosinami dla wszystkich Mam! Czyli pokuta szalonej imprezowiczki
1

Z przeprosinami dla wszystkich Mam! Czyli pokuta szalonej imprezowiczki

Z przeprosinami dla wszystkich Mam! Czyli pokuta szalonej imprezowiczki.  Jak szalona imprezowiczka reaguje na wieść o tym, że zostanie Mamą? Super! Będziemy sobie z tym małym człowiekiem robić milion zdjęć, biegać po plaży na wakacjonach, jeść słodycze, wygłupiać się i śmiać do upadłego! Przecież po czasie odmawiania sobie wielu rzeczy, jakim jest okres ciąży, wszystko wróci do normalności! Przecież ja, osoba wręcz nadpobudliwa, pracoholiczka, której praca „pali się w rękach”, na spokojnie wszystko sobie poukładam. Wystarczy dobry plan (coś w sam raz dla mnie – przecież bez planowania nie da się żyć!) i zdrowe podejście do mego potomka, a wszystko będzie jak dawniej.
Od zawsze bardzo głośno i dosadnie wyrażałam swoje zdanie w kwestii wychowania dzieci. Natychmiast zabierałam głos w dyskusji, ponieważ po 1 – jestem w końcu psychologiem, no tak, i po 2 – jestem asertywną osobą, która umie jasno i konsekwentnie stawiać granice, a to przecież klucz do wychowania wspaniałego, małego człowieka!
Jak mnie denerwowali rodzice, którzy biegali jak oparzeni do swojego malucha, którzy jak „potłuczeni” rozmawiali już tylko o kupie, a nie o planach, marzeniach i przemyśleniach. Głośno krytykowałam Mamy, które zamiast pozostać sobą, i pamiętać o tym, co było dla nich ważne, patrzyły jak w obrazek w swoje dziecię i już nie można było z nimi normalnie pogadać.
Więc ja sobie postanowiłam – będę inna. Będę cały czas fajna, energiczna, bez paniki i histerii – przecież nie ma możliwości, by pokonało mnie takie maleństwo. I zaczęłam planować i ustalać – przeczytałam milion książek, poradników, blogów i dyskusji co ważniejsze, co lepsze, jak karmić, jak ubierać, jak uspokajać, jak się zajmować, jakie są zalecenia itd., itd., itd. Zrobiłam listę co kupić, jakie kropelki, jakie krem, maści, oliwki, witaminki, otulacze, miśki szumiśki, jakie ubranka, jaki wózek, wanienka, jaka pościel, jakie kocyki, a moja lista zdawała się nie mieć końca. No ale przecież musiałam być przygotowana i nic miało mnie nie zaskoczyć, a moje dziecię miało w łagodny sposób wejść w nasz świat, miało w przyjazny sposób uczyć się jak w nim funkcjonować.
Wiedziałam co robić, gdy będą kolki, gdy będzie płakało (przecież wszystko przeczytałam i wręcz wyryłam na pamięć!). Nasza córeczka miała spać w łóżeczku (co to za dziwni ludzie, którzy pozwalają, by ich dziecię spało z nimi! Nie do pomyślenia!), mieliśmy ją tulać, bujać, a ona miała się uspokajać, i najlepiej uśmiechać od razu. Czyli, jak już to teraz wiem, być takim sześciomiesięcznym bobasem ☺ Na nic zdały się tłumaczenia wszystkich dookoła wraz z moim biednym Marcinem, który delikatnie chciał mnie przygotować, że jednak rzeczywistość może być troszkę inna – ale myślałam sobie, co oni mogą wiedzieć! Przecież ja znam siebie i wiem, że będzie tak jak sobie pięknie wymarzyłam i zaplanowałam.
I ciąże sobie też zaplanowałam i poród zaplanowałam – i wszystko szło, jak po maśle, zgodnie z moim misternym planem. Ach, jaka ja byłam dumna, że jednak miałam rację! Piękna ciążą, żadnych dziwnych dolegliwości, ślicznie wyglądałam, mały, zgrabny brzuszek, tylko 10 plus na wadze, pracowałam do 7 miesiąca, biegałam, sprzątałam, chodziłam do fryzjera i kosmetyczki. Spełnienie marzeń tak wielu kobiet.
Poród taki, jak miał być – Hania urodziła się w dwie godziny, piękna, zdrowa, spokojniutka. Ja następnego dnia umyłam głowę, wyprostowałam włosy, nałożyłam balsamy na ciało, umalowałam się, założyłam piżamkę, piękną jak z obrazka i byłam gotowa na moją córeczkę ☺
I wtedy się zaczęło!

Miałam nie karmić piersią (przecież nie uwiąże się na amen!), a jednak ona była taka słodka jak przywierała do mnie tym maleńkim ciałkiem, więc sobie myślę, dobra troszkę pokarmię. Niestety nie byłam przygotowana, na to, że okaże się, że moje brodawki to tak za bardzo się nie nadają do karmienia, przez co Hania nie będzie potrafiła ssać, że wcale to nie takie proste. Ale myślę, dobra coś wymyślę, więc biegnie ten mój biedny Marcin i kupuje nakładki silikonowe, okazuje się, że Hania ma od nich wszystkich uczulenie, więc ja nie wiem co robić, patrzę na swój biust, który zaraz wybuchnie, z pogryzionymi brodawkami, i sączącą się krwią, więc myślę, dobra jedziemy z laktatorem, okazuje się, że jest niekompletny, i nie działa. Więc Marcin znów leci w środku nocy i szuka apteki, gdzie znajdzie ten laktator, bo ja mam wrażenie, że za chwilę oszaleję. Znajduje go, ale wcale nie jest lepiej, ja płaczę z bólu, Hania z głodu i sobie myślę, co teraz? Tego jakoś nie zaplanowałam, przecież miałam nie karmić! Po kilku dniach sytuacja wreszcie się ustabilizowała, a ja odetchnęłam z ulgą ☺

WsteczStrona 1 / 2Dalej
What's your reaction?
Interesujące
10%
Pozytywne
60%
Ważne
0%
Zaskakujące
30%
Niezbędne
0%
Trudne
0%
Łatwe
0%
About The Author
Justyna Brzezińska
Justyna Brzezińska
1 Comments
  • Ewa
    06/10/2017 at 18:00

    Ha ha ha Ja nie umoralniałam zbyt często ale teraz z przyjemnością powiem: ” A nie mówiłam….czasami”

Leave a Response

*