Ciąża
Czytasz właśnie
„Rodzić po ludzku?!”
2


rodzić po ludzkuRodzić po ludzku

Rodzić po ludzku?!”

Kilka dni temu usłyszałam wyrok: „Przeforsowała się Pani, szyjka macicy się skraca, a dziecko jest za nisko”. To fakt, przesadziłam. Myślałam, że jestem Supermenką, Meridią Waleczną i Anną (Królowa Lodu) w jednym. Wydawało mi się, że będąc w 25tc mogę pracować, wychowywać żywiołowego 3 latka, zajmować się dodatkowymi projektami, dbać o dom, biegać itp. Niestety zapomniałam w tym wszystkim o sobie. Może nie tyle o sobie, ile o dziecku. Mam za swoje! Jestem hipokrytką i przeceniłam swoje siły, w wyniku czego pozostaje mi leżeć, odpoczywać i zanudzać Was swoimi przemyśleniami…

Może nie do końca zanudzać, bo temat, który chcę dziś poruszyć dotyczy wielu z Nas. Natchnęło mnie, bo poczułam, że gdybym zaczęła rodzić wcześniej, gdyby coś było nie tak, znów trafię do JAKIEGOŚ szpitala i szczerze mówiąc – boję się tego, co mnie tam czeka…

Po raz kolejny usłyszę zapewne, że generalizuję. Więc tym razem zróbmy to inaczej. Opowiem Wam trzy historie, trzy zupełnie inne przypadki, które łączy jedno… (happy?!) end. I uwierzcie mi, ale będzie to tylko kropla w morzu historii, które znam. (Nie będę używała nazw Szpitali, bo może być to krzywdzące. Wiem, że ile przypadków, tyle historii. Zawsze znajdą się zarówno przeciwniczki, jak i zwolenniczki danego miejsca, lekarza, sposobu rodzenia itp.)

      1. Dziewczyna 25 lat. Już na pierwszym USG nie widać było zarodka, lekarz kazał czekać cierpliwie,bo to pierwsza ciąża, bo jest jeszcze wcześnie… Ona zdążyła już popaść w euforię i cieszyć się myślą, że zostanie mamą. Znalazła więc najlepszego specjalistę ginekologa i po raz kolejny udała się na wizytę. Tym razem widać było zarodek, ale lekarz zasugerował delikatnie, że poziom HCG jest trochę za niski, że nie do końca podobają mu się wyniki i sugerował, że może zakończyć się zabiegiem (może nawet takowy zasugerował). Jakim do cholery zabiegiem??? Dziewczyna nie zgodziła się, dostała leki na podtrzymanie ciąży i miała leżeć łóżku. Tak zrobiła, będąc pod opieką „Guru”,który szefuje w jednym z lepszych szpitali, a jedna wizyta u niego kosztowała wtedy ok 400zł. Po 2 tygodniu pojawiło się niewielkie krwawienie, potem kolejne wizyty, leki itp. W 11 tygodniu ciąży obudziła się w nocy cała we krwi i szybko pojechała do szpitala, w której pracował Pan Profesor. Czekając na kogokolwiek, dzwoniąc i wysyłając setki smsów, poroniła na korytarzu szpitala. Po pewnym czasie wybudzili jakiegoś lekarza, który zabrał ją na salę, bo okazało się, że trzeba dodatkowo wykonać łyżeczkowanie. Obudziła się w sali płacząc i próbując zrozumieć dlaczego… Ale to nie koniec tej historii. Następnego dnia rano wypisano ją do domu. Kolejny horror rozegrał się po ok 24h kiedy to straciła przytomność i karetka zabrała ją do domu. Diagnoza? Źle wykonane łyżeczkowanie, kolejna doba w szpitalu, ogromny ból, łzy, złość.. Po kilku tygodniach odebrała wynik: poronienie samoistne. Nigdy już nie postawiła nogi w tym szpitalu, a widząc w TV tego „Guru” od ginekologii, miała ochotę krzyczeć w niebo. Nie dlatego, że nie udało się utrzymać tej ciąży, bo z tym faktem udało jej się pogodzić. Nigdy za to nie pogodziła się z tym, w jakich warunkach straciła swoje dziecko…
WsteczStrona 1 / 2Dalej
Jak to oceniasz?
Pozytywne
73%
Zaskakujące
0%
Niezbędne
7%
Trudne
20%
Łatwe
0%
Informacje o autorze
Dagmara Chmielewska
Dagmara Chmielewska
Absolwentka psychologii klinicznej na SWPS-ie. Obecnie zapracowana mama 2,5 letniego Gabrysia oraz przyszła mama jego 20 tygodniowego brata. Prywatnie temperamentna ekstrawertczka,w ciągłym biegu. Wielką radość sprawia mi czytanie książek oraz podróżowanie.
2 Komentarz(y)
  • Mary
    30/08/2016 at 13:08

    Polecam dom narOdzin na ul, żelaznej. Było przepięknie, ból był, ale szybko o nim zapomniałam. Nie było kwiatków, była wieża Eiffla na fototapecie. Łóżko małżeńskie kolysKa wanna prysznic. Najkochanszy maZ masyjacy plecy. I pozycja jaka chciałam na czworaka. Po wszystkim nie spieszenie sie z przecinaniem pępowinę, skóra do skory 3 godz.

Zostaw odpowiedź


*