Now Reading
Skoro nie bakterie, wirusy i inne drobnoustroje wywołują choroby, to co?
0

Skoro nie bakterie, wirusy i inne drobnoustroje wywołują choroby, to co?

Ekspert: Dorota Jarymowicz, Naturalne Centrum Zdrowia

 

Dlaczego „Emocjonalne Przyczyny Chorób” skoro wiemy, że choroby wywołują bakterie, wirusy i inne drobnoustroje?

D.J.– Okazuje się, że już ponad 30 lat temu niemiecki lekarz dr R.G.Hamer odkrył, że przyczyną wszystkich chorób (poza wypadkami, zatruciem czy napromieniowaniem) jest bardzo silny stres, konflikt emocjonalny, którego nie możemy w danym momencie rozwiązać w logiczny i realny sposób. W sytuacji, kiedy cierpimy z jakiegoś powodu, nie potrafimy znaleźć rozwiązania, pojawia się choroba, która jest tym rozwiązaniem na poziomie biologicznym. Zjawisko odkryte przez dr. Hamera zostało dalej badane, opisywane i przekazywane jako Totalna Biologia, Recall Healing, Biologika i tym podobne. Ale chodzi o emocje, które tak naprawdę stoją za każdą chorobą.

No dobrze, a co z bakteriami, wirusami i tak dalej?

D.J. – Dr Hamer odkrył, że są one zaangażowane w procesy naprawcze, kiedy tak naprawdę zazwyczaj już rozwiązaliśmy nasz problem i wracamy do zdrowia. W zależności od tego jakiej części ciała, jakiej tkanki, dotyczyła zmiana – używane są różne mikroorganizmy.

A czy jest coś, co mogłoby w naszym realnym, medycznym świecie potwierdzić słuszność założeń dr. Hamera?

D.J. – Tak, jest coś, co nazywa się Ogniskiem Hamera i jest widoczne w tomografii komputerowej mózgu u osób chorych na różne poważne choroby. Jest to zmiana (aktywność) elektromagnetyczna, która nie jest guzem, ale okazało się, że występuje u wszystkich chorych na daną chorobę zawsze w tym samym miejscu i na tej podstawie dr Hamer stworzył mapę mózgu z zaznaczonymi konfliktami dotyczącymi poszczególnych narządów. Co więcej na podstawie tomografii on i jego uczniowie potrafią powiedzieć: jaki konflikt przeżyła dana osoba, kiedy to miało miejsce, czy ten konflikt został rozwiązany, jeśli tak, to ile czasu pozostało danej osobie do powrotu do zdrowia…

Ok. Ale jak to się ma do dzieci, bo one przecież nie przeżywają takich problemów jak my, dorośli?

D.J. – No właśnie. One nie, ale ich rodzice tak. A w biologii wszystko tak zostało „urządzone”, że żeby dziecko przeżyło rodzice muszą być silni i zdrowi, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo i wyżywienie. Więc dzieci biorą na siebie nasze problemy emocjonalne, żebyśmy mogli dalej funkcjonować.

A dzieci, które rodzą się chore?

D.J. – To prawie zawsze jest historia rodziców lub przodków. Przodków, którzy przeżywali dramat swojego życia, nie rozwiązali swojego konfliktu i przekazali go następnym pokoleniom. To nie jest „zemsta” przodków, tylko często ich najlepsze rozwiązanie, które ma chronić kolejne pokolenia.

Czy w takim razie rodzice i ich emocje w czasie ciąży też mogą wpływać na dziecko?

D.J. – Tak, oczywiście. Wszystkie silne przeżycia rodziców, zwłaszcza mamy, która nosi w sobie dziecko, stają się niejako „nieświadomym” programem na życie dziecka. I nie musi to dotyczyć wyłącznie chorób, mogą to być różne „dziwne”, trudne do zaakceptowania zachowania dziecka.

Czy to oznacza, że wszystkie choroby naszych dzieci są naszym udziałem?

D.J. – Może nie wszystkie, ale pewnie większość. Z wiekiem dzieci zaczynają przeżywać swoje własne konflikty i trzeba pomóc im je rozwiązywać. Przede wszystkim trzeba je nauczyć, żeby opowiadały o tym co przeżywają i słuchać tego, co mówią. I oczywiście trzeba pamiętać, że nie mówimy tu „strasznych rodzicach i przodkach”, którzy robią krzywdę swoim dzieciom… Nie ma tu winnych i ofiar – nikt nie krzywdzi nikogo świadomie. Są to pewne programy rodzinne, które potrafią się powtarzać, ale działają tak długo, jak długo nie jesteśmy ich świadomi. Wyciągając je na poziom świadomości powodujemy ich „wykasowanie”.

Co możemy zrobić, żeby pomóc dziecku, które właśnie zachorowało?

D.J. – W zależności od wieku dziecka – jeśli jest malutkie – szukamy stresu, który dotyczy nas, jeśli starsze, to zaczynamy od ustalenia jakie są bieżące przeżycia, emocje dziecka i pomagamy mu je rozwiązać. Jeśli dziecko nie ma problemu, wracamy do siebie, pamiętając, że dzieci biorą na siebie nasze problemy. I wtedy, w zależności od wieku i rangi sprawy, opowiadamy mu przez sen albo po prostu, że jego choroba czy zachowanie wynika z tego, że wzięło na siebie na przykład problem taty, który ma akurat trudne rozmowy z szefem, który wymaga wciąż więcej i więcej, tata czuje się jakby tonął, jakby kończyło mu się powietrze, dusi się (w symbolicznym znaczeniu), a dziecko ma napady paniki. Ale „to nie jest twój, kochanie problem tylko taty. Tata rozwiąże tę sprawę sam, a ty wracaj do zdrowia. Dziękujemy ci i kochamy cię bardzo.”  Taka nocna rozmowa przynosi często spektakularne efekty – następnego dnia dziecko budzi się zdrowe.

What's your reaction?
Interesujące
100%
Pozytywne
0%
Ważne
0%
Zaskakujące
0%
Niezbędne
0%
Trudne
0%
Łatwe
0%
About The Author
Mama w Formie

Leave a Response

*