Kim jesteśmy?

Kim jesteśmy?

Mama w formie, a właściwie mamy w formie, to my. To także każda kobieta, obecna czy przyszła mama. Kim jesteśmy i co jest naszą misją? Mama w formie to nie tylko poradnik jak ćwiczyć czy jeść zdrowo by być fit, to suma naszych doświadczeń́, jak żyć z dziećmi, pracą, obowiązkami, mężem i nie dać się zwariować w tym zabieganym świecie.

A miało być tak pięknie…

a miało być tak pięknieA miało być tak pięknie…

 

W głowie Dagmary:

Po pierwszym porodzie zakładałam,że znów czeka mnie indukcja i urodzę w ciągu doby. Wyobrażałam też sobie, że Leo podobnie jak Gabi, przez pierwszy miesiąc będzie leżał jak mały Prosiaczek i pusto patrzył w ścianę. Tylko cyc i spanie. Później będą kolki. Nauczona doświadczeniem zaopatrzyłam się więc w wygodną parę butów i przypomniałam sprawdzone trasy z największymi dziurami (im bardziej „telepało”, tym Gabi był spokojniejszy). Dam radę! Bo jak nie ja, to kto? Najbardziej jednak bałam się reakcji Młodego na dzidzię! Przygotowywaliśmy go do tego, ale po cichu obawiałam się czy teoria nie rozminie się gdzieś z praktyką…

 

a miało być tak pięknieRzeczywistość:

 Po 3 dniach męczarni i wydaniu bajońskiej sumy na pseudo luksusy w Medicoverze (pierwszy poród) czułam się „zahartowana”. Co prawda już wcześniej wybrałam położną i szpital, ale nie spodziewałam się, że pójdzie tak gładko. Na Madalińskiego trafiłam z przekonaniem, że następnego dnia rano czeka mnie kolejna, bolesna indukcja. I tu pojawia się element zaskoczenia: ni stąd, ni zowąd w nocy dostałam bóli…I tak to się zaczęło. Chociaż ciężko powiedzieć kiedy tak naprawdę się zaczęło, bo wszystko trwało niecałe 3h. Odkąd trafiłam na porodówkę pocierpiałam niecałą godzinę, może półtorej. Mój Anioł Stróż nr 1 – siostra, oddychała razem ze mną, natomiast położna Asia (jeśli rodzić, to tylko z nią!) pokierowała moim porodem tak, że po godzinie dostałam znieczulenie, za chwilę odeszły mi wody, a przed 10 urodziłam Leo. Bez bólu, bez pęknięcia i ani jednej łzy. Tylko te szczęścia. Młody ważył 3600, dostał 10pkt w skali Apgar. Czego chcieć więcej?

 

Po 3 dniach wróciliśmy do domu i pomimo pogryzionych piersi (tak, Leo okazał się takim samym ssakiem jak Gabryś) czułam się świetnie. Zero baby bluesa, stresu itp. Niestety mój spokój został zburzony już pierwszego dnia… Płacz, nieprzespana noc i ból brzucha u Leo. Kolki? Kolki w pierwszym tygodniu? A może to moje mleko??? Koszmar. Wczoraj uspakajaliśmy go od 15 do 21. SERIO! Nie spodziewałam się, że to może nastąpić tak nagle…Płakałam jak głupia, pokłóciłam z mężem i wygooglowałam już wszystkie specyfiki na rzekomą kolkę i bóle brzuszka. Woombie, sztuczne na zmianę z cyckiem, probiotyki, suszarka itp. Historia lubi się powtarzać, ale nie sądziłam, że tak wcześnie…A może po cichu liczyłam, że Ktoś tam na górze zlituje się nad nami (i nad sąsiadami rzecz jasna) i oszczędzi bólu przede wszystkim Jemu:( Niestety! Póki co buty też na niewiele się przydadzą, bo Leo ma gdzieś spacery i zamiast się na nich uspokajać, drze się w Niebogłosy i patrzy błagalnym wzrokiem: „mam gdzieś twoje wertepy, chcę cyca!”…

 

Ku naszemu zdziwieniu Gabi zareagował dobrze. Dzidzia „przyniosła” mu w prezencie Lego, po wyjściu ze szpitala i póki co nie urządza żadnych scen zazdrości. Głaszcze Leo po głowie, stara się pomagać itp. Ale nie zapeszajmy,ok? Bo będzie jak z kolkami i zanim się zorientuje zaaplikuje Młodemu auto w twarz…

 

Puenta:

 Nie chcę się żalić i nie mam zamiaru zniechęcać nikogo do macierzyństwa. Jest ciężko. Będzie jeszcze ciężej. Sama tego chciałam. Nieprzespane noce, kolki, później ząbkowanie albo wizyty na ostrym dyżurze itp. Mam odruch wymiotny od Inki. Chce mi się wina i papierosa. Chcę położyć się w swoim łóżku o 21 i obejrzeć jakiś film. Nie zasypiać na stojąco. I zjeść pizzę. Ciężko nazwać to urokami bycia „młodą” mamą, prawda? Niemniej jednak, gdy patrzę na niego i przytulam do piersi, ogrania mnie pewien spokój i szczęście. To rekompensuje całą resztę. Wtedy myślę sobie, że mój synek jest tego wart…

 

ps. Końcówka zabrzmiała jak reklama dropsów, no cóż;-) Tak czy siak taka jest prawda…zresztą Wy – mamy , wiecie o czym mówię:)

 

Podziel się z innymi
Dagmara Chmielewska
Dagmara Chmielewska

Absolwentka psychologii klinicznej na SWPS-ie. Obecnie zapracowana mama 2,5 letniego Gabrysia oraz przyszła mama jego 20 tygodniowego brata. Prywatnie temperamentna ekstrawertczka, w ciągłym biegu. Wielką radość sprawia mi czytanie książek oraz podróżowanie.

1 comment

  • […] A miało być tak pięknie… […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

Wpisz szukaną frazę i naciśnij enter.

Droga Użytkowniczko, Drogi Użytkowniku!

 

W związku z odwiedzeniem naszego serwisu internetowego informujemy, że przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. Twojej aktywności lub urządzeń. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO) w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies. Dowiedz się więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close