Kim jesteśmy?

Kim jesteśmy?

Mama w formie, a właściwie mamy w formie, to my. To także każda kobieta, obecna czy przyszła mama. Kim jesteśmy i co jest naszą misją? Mama w formie to nie tylko poradnik jak ćwiczyć czy jeść zdrowo by być fit, to suma naszych doświadczeń́, jak żyć z dziećmi, pracą, obowiązkami, mężem i nie dać się zwariować w tym zabieganym świecie.

Moja linia prosta do szczęścia

Moja linia prosta do szczęścia

Moja linia prosta do szczesciaNie czas na łzy…Czytałyście kiedyś Pokolenie Ikea? To trochę jakby moja historia. Nazywam się Magda, mam 34 lata i od sześciu lat haruję w korpo. W moim świecie o takich jak ja mówią, że „ma głowę do interesów i tyłek warty grzechu”. Robię olśniewającą karierę, koło 22.00 biegnę na siłownię, a weekendy spędzam w papierach albo z butelką wina. Oto ja.

Mniej więcej tak to wyglądało do momentu aż spotkałam swojego Piotra C. W Mordorze rzecz jasna, bo niby gdzie miałabym kogoś poznać?:) Na początku po prostu razem pracowaliśmy, potem był sex, pseudo przyjaźń, znów sex i fochy… W końcu stwierdziliśmy, że jesteśmy już po trzydziestce, lubimy się (głównie ze sobą drażnić, ale to już coś), dzielimy podobne wartości i dobrze nam ze sobą w łóżku. Oboje nie wierzymy w wielką miłość od pierwszego wejrzenia, ale iskrzyć musi. Tak było z nami i tak oto postanowiliśmy być razem.

Najpierw razem zamieszkaliśmy. Było fajnie. Dużo sexu, jedzenie do łóżka, praca i rozmowy do rana. Nasza idylliczna wizja zepsuła się w momencie, gdy któregoś razu zapomniałam wziąć pigułki (może dwóch!) i okazało się, że jestem w ciąży. Nie planowałam tego! Nie planowaliśmy… Co prawda od czasu do czasu rozmyślałam o tym, że zegar tyka, że fajnie byłoby mieć rodzinę i jakąś tam stabilizację. Później budziłam się zlana zimnym potem i uświadamiałam, że to chyba nie dla mnie. Musiałabym przystopować w pracy, a jestem teraz na fali. Musiałabym znaleźć nianię, moje cycki nie wyglądały już tak jak teraz, a ja nie wiedziałabym nawet jak obchodzić się z dzieckiem. Prawda jest taka, że nie za bardzo lubię dzieci. On też. Ostatnio będąc na Kinder balu u siostry jakiś mały potwór obrzygał moją kieckę od Calvina Kleina! Wyobrażacie to sobie? Po cholerę jadł tyle słodyczy? Głupi gówniarz.

No dobra, stało się. Jestem w ciąży i mówię mu o tym. On wychodzi i wraca do domu pijany. Nad ranem. Myślę sobie: „To koniec”. Patrzę na niego, a on rozweselony mówi: „damy radę bejbe, zamiast Suits będziemy oglądać Zawadzką i jakoś ogarniemy”. Wbija mnie w podłogę. Jak on da radę, to ja tym bardziej. Najpierw biję się z myślami, ale z czasem czuję euforię – może jednak tak miało być, może będziemy fajną, nieszablonową rodziną… Będziemy rodzicami.

Po kilku tygodniach lekarz każe mi zrobić jakieś badania bo mówi, że jestem już „w tym wieku”. Robimy co trzeba. Nie podoba im się coś na usg, więc wysyłają nas dalej. Krew, badania genetyczne i wyrok: „wasze dziecko ma zespół Downa”. Co kurwa??? Wychodzimy. On znów idzie pić, a ja wracam sama do domu. Nie mamy okazji zamienić nawet kilku zdań. Zresztą i tak nie wiedziałabym co powiedzieć. Czuję się osłupiała, mam milion myśli na minutę: „co teraz zrobimy?”, „jak zajmiemy się chorym dzieckiem, skoro na nic nie mamy czasu?” „wiem czym jest zespół Downa, ale czy na pewno?”… Przeczesuję internet i czekam aż on wróci do domu. Potrzebuję go jak nigdy…

Wraca następnego dnia rano. Myślę sobie, że poszedł po rozum do głowy i zaraz coś wymyślimy, w końcu jesteśmy teamem i jakoś sobie poradzimy! On spuszcza głowę i mówi: „Usuń TO!”. Prawię tracę przytomność i wpadam w jakąś dziwną furię, on się chyba zapomina bo mówi żebym się nie stresowała dla dobra dziecka. Jakiego do cholery dziecka, skoro każesz mi się go pozbyć??? Wyrzucam go z domu. Jestem wściekła. Za chwilę płaczę…i tak na zmianę.

Spotykamy się kilka dni później. Na spokojnie. On tłumaczy mi, że przy naszym tempie życia nie poradzimy sobie z „chorym” dzieckiem, że jeszcze będziemy mieli normalną rodzinę, że on nie da sobie z tym rady. To nie dla niego. W zasadzie postawił mnie przed faktem dokonanym. Miotam się. Nie chcę go stracić, boję się, ale nagle dotykam swojego brzucha i dopada mnie dziwne uczucie. Ogarnia mnie miłość jakiej nigdy nie czułam. Będę mamą. W zasadzie już nią jestem. Nie potrafię się go pozbyć. To dziecko. Moje dziecko! I tak zaczęła się moja linia prosta do szczęścia

Każę mu spieprzać. Mówię, że urodzę i wychowam sama. Boję się jak nigdy, ale nie umiem inaczej. Boję się o swoją karierę, boję się że będę samotną mamą, boję się że życie z chorym dzieckiem mnie przerośnie. Później trafiam na waszą stronę i czytam historię Marty i Zuzu. I tak zaczęła się moja linia prosta do szczęścia.

Dziękuję i przepraszam jeśli w Ciebie zwątpiłam synku. Dziś jestem w 7 miesiącu i wiem, że jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało…

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie ohsokiddy.com »
Podziel się z innymi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

Wpisz szukaną frazę i naciśnij enter.

Droga Użytkowniczko, Drogi Użytkowniku!

 

W związku z odwiedzeniem naszego serwisu internetowego informujemy, że przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. Twojej aktywności lub urządzeń. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO) w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies. Dowiedz się więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close