Kim jesteśmy?

Kim jesteśmy?

Mama w formie, a właściwie mamy w formie, to my. To także każda kobieta, obecna czy przyszła mama. Kim jesteśmy i co jest naszą misją? Mama w formie to nie tylko poradnik jak ćwiczyć czy jeść zdrowo by być fit, to suma naszych doświadczeń́, jak żyć z dziećmi, pracą, obowiązkami, mężem i nie dać się zwariować w tym zabieganym świecie.

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z "obciążeniem"

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”


Przyznam, że temat nie należy do lekkich, łatwych i przyjemnych, jednak czas go trochę odczarować. Każda z Was, która zna DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika) lub nim jest, doskonale wie co mam na myśli pisząc „poradzić sobie i żyć”. Termin DDA poznałam na studiach. Nigdy nie sądziłam, że to co działo się u mnie w domu może być przedmiotem jakichkolwiek badań. Myślałam, że na mnie wypadło i tyle. Że to ja jestem trzepnięta i to co mi się „przytrafia” w życiu to moja wina. Jako klasyczne DDA wszystko przecież uważałam za swoją winę… Dziś jestem matką i jestem odpowiedzialna już nie tylko za siebie. Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”  – myślicie, że można sobie z tym poradzić?

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”

Na pierwszą terapię trafiłam tuż po studiach, psychologicznych by the way. Trwała 8 miesięcy i jeśli mam być szczera nie wiem czy coś mi dała. Pewnie na tamten czas wniosła jakieś wartości do mojego życia, chociaż głównym jej tematem był mój patologiczny związek z facetem, którego kochałam na zabój. Oczywiście moja „miłość” wynikała z braku. Nie była miłością jaką znam dziś. Jednak wtedy jedyną miłością jaką znałam była miłość „coś za coś”. Czyli czego ja nie robię, że on mnie nie kocha tak, jak ja bym tego chciała. Nie wiedziałam wtedy, że jedyną osobą, która powinna mnie kochać jestem przede wszystkim ja. Każdy mężczyzna, który pojawia się na mojej drodze traktuje mnie tylko trochę lepiej niż ja siebie. Skończyłam terapię z przemiłą Panią Grażyną a na kolejną trafiłam, kiedy rozwalił się mój kolejny związek. Całkiem niedawno, jakiś rok temu? Ta druga zajęła mi może 6 spotkań, dłużej nie wytrzymałam :). Zaraz dowiecie się dlaczego.

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”

Na moją drugą przygodę z terapią zdecydowałam się po tym, kiedy dotarło do mnie, że od tygodnia nic nie jadłam. Po tym, jak powiedziałam o tym Natalii, mojemu słodkiemu Aniołkowi na ziemi i kiedy zadała mi pytanie: czy Ty jesteś z „normalniej” rodziny? Co mogłam jej odpowiedzieć… Nie, mój ojciec był przy mnie do 9go roku życia a potem głównie dawał w palnik. Kiedy moi rodzice wreszcie się rozstali, przez około 10 lat uczyłam się zasypiać, bo przepełniał mnie tak wielki strach. Także, nie, myślę, że ta rodzina nie była „normalna”. Pani terapeutka, bardzo miła i inteligentna dziewczyna na początku poinformowała mnie, żebym tak łatwo nie nazywała siebie DDA, ponieważ nie do końca wiadomo czym ono jest, czy faktycznie moje przeżycia miałyby skutkować Syndromem DDA. Już na bodaj drugim spotkaniu przyznała mi rację. Psychologu zdiagnozuj się sam…

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”

Dlaczego właściwie tam poszłam? Gdyby nie mój syn pewnie nie trafiłabym na „kozetkę” (dlaczego matki polki trafiają na kozetkę – czytaj 🙂 ) . Jak przystało na DDA to nie miłość do samej siebie przygnała mnie do gabinetu a troska o dziecko mogłabym powiedzieć. Jednak nie było już ze mną tak źle… Zrobiłąm to głównie dla siebie. Jak mogłam zajmować się odpowiednio moim dzieckiem, jeśli nie potrafiłam zająć się samą sobą? Jak miałam żyć z człowiekiem, który sam siebie chce zniszczyć i wartościuje to kim jest przez pryzmat faktu, czy jest dla innej osoby ważny bądź nie.  Nie jeść przez tydzień? No sorry, ale to objaw totalnej destrukcji… Nie zagrzałam długo gabinetowego, wygodnego krzesła. I teraz zaczyna się cała zabawa ;). Nie twierdzę, że terapie są złe. Każdy ma etap, na którym na taką terapię powinien trafić. Każdy z syndromem DDA, żeby było jasne. Jednak, kiedy zaczęłam bardzo dużo pracować ze sobą, ze swoją istotą, łączyć się z sobą, zauważyłam, że nawet najmądrzejszy psychoterapeuta z doświadczeniem i swoimi przejściami z tej materii nie wie co we mnie w środku siedzi. Nie wiedziałam i ja. Jednak postanowiłam do tego dotrzeć.

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”

Dlaczego zrezygnowałam z terapii po sześciu spotkaniach? Nie dlatego, że psycholog była zła. Była genialna. Rozpracowywała każde moje zachowanie raz, dwa trzy. Sama była DDA, więc przeszła takie samo jak nie większe piekło. Znała profil współuzależnienia, dobierania dokładnie takich partnerów. Wszystko było jak trzeba. Jedna rzecz nie pasowała do mojego obecnego stanu. Te wszystkie terapie, czy indywidualne, czy grupowe są jak taplanie się we własnym gównie. Nie chcę nikogo obrażać. Jak widzicie sama przeszłam prze dwie (prawie), ale w pewnym momencie musi przyjść moment kiedy mówisz STOP. Sorry, to jest za mną. Wczoraj już nie ma, jutro nie istnieje, żyję dziś! Tu i teraz. Zaczęłam obserwować siebie. Zaczęłam uczyć się miłości do siebie.

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”

Dziewczyno! NIKT Cię nie pokocha jeśli Ty nie pokochasz siebie! „Wpadasz” w związki, które mają znamiona współuzależnienia? Agresji? One Ci się nie przytrafiają, Ty sama je wybierasz. Życie daje Ci możliwości. Możesz brać lub podziękować. Kiedy trafia się facet, to jakby był najlepszym co może się trafić! No nie! Tak to nie jest :). To jest moja droga, test na to czy już się nauczyłaś. Czy już wiesz czym jest dobro a czym zło (dla Ciebie). Czy już siebie szanujesz i kochasz.

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z „obciążeniem”

Po co Wam o tym wszystkim piszę? Może macie inaczej, jesteście modliszkami z syndromem DDA, może chlipiecie w poduszkę, mimo, że Wasi partnerzy są „idealni” a jednak czegoś Wam brakuje. W każdym przypadku nie dajecie sobie prawa do miłości i nie kochacie siebie. Sorry za szczerość. Wiem, boli. Wiem, niewygodne. Wiem, możecie mnie do końca znielubić :). Bez względu na to którą opcję wybrałyście w poradzeniu sobie z DDA muszę Wam powiedzieć, że jest nas całkiem sporo… Jedną bił ojciec alkoholik, druga bała się zasypiać bo bała się o swoją mamę, trzecia patrzyła na zapijaczoną matkę, czwarta była wykorzystywana seksualnie a piąta była traktowana jak śmieć i ignorowana. WSZYSTKIE musimy dokonać jednego wyboru – idziemy przez życie cierpiąc czy postanawiamy być szczęśliwe. Droga do szczęścia nie musi być usłana różami. Powiem Wam więcej, nie będzie! Dlaczego? Bo zmiany (a tego chcesz dokonać) potrafią być dotkliwe, ale wyboru dokonujesz TY. Nie zawsze będziesz patrzeć na życie z dystansem, kiedy będzie Ci się osuwać grunt spod nóg. Nie licz na cuda. To jest proces. Jednak kiedy zaczniesz zauważać, że częściej patrzysz na zmianę jako na drogę do kolejnego poziomu w grze życia, będzie to oznaczało, że jesteś na dobrej drodze do szczęścia.

Matka DDA, czyli jak poradzić sobie i żyć z obciążeniem

I nie bój się marzyć mamo z DDA :). Masz prawo, żeby na chwilę pobyć sama ze sobą, wrócić do tej małej dziewczynki, która wierzyła, że świat przecież nie może być zły, skoro są marzenia. Wróć do niej, przywitaj się z nią, ukochaj, przytul i powiedz jak bardzo jest dla Ciebie ważna. Możesz napisać do niej list. A później weź ją za rękę i pomarzcie razem o tym jak chciałabyś, aby wyglądało Twoje życie. Zapomniałaś już czym są marzenia? Przypominam Ci o tym tutaj -> KLIK.
I jeszcze jedno! DDA jest obciążeniem tylko wtedy, kiedy sobie na to pozwolisz. Nie bój się zmiany i nie bój się odkrywać siebie. Znajdź swoje szczęście. Ja szukam. Są chwile, kiedy mam je już w 100% w ramionach i oddycham pełną piersią. Bywa też, że leżę na łopatkach i dostaję kopa za kopem, bo każda DDA lubi się czasem nad sobą poużalać ;). Ale wstaję i się uśmiecham a uśmiech ten za każdym razem jest coraz bardziej prawdziwy i będący przejawem prawdziwego szczęścia.
Całuję!

Podziel się z innymi
Karolina Jach
Karolina Jach

Mama Aleksandra, pomysłodawczyni i wydawca portalu mamawformie.pl Na pierwszym miejscu w pracy zawodowej stawia pomoc innym mamom. Jako mama stara się być na 100%. Wrodzony perfekcjonizm bywa męczący dlatego codzienna walka z ego stała się już rutyną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

Wpisz szukaną frazę i naciśnij enter.

Droga Użytkowniczko, Drogi Użytkowniku!

 

W związku z odwiedzeniem naszego serwisu internetowego informujemy, że przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. Twojej aktywności lub urządzeń. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO) w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies. Dowiedz się więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close