Kim jesteśmy?

Kim jesteśmy?

Mama w formie, a właściwie mamy w formie, to my. To także każda kobieta, obecna czy przyszła mama. Kim jesteśmy i co jest naszą misją? Mama w formie to nie tylko poradnik jak ćwiczyć czy jeść zdrowo by być fit, to suma naszych doświadczeń́, jak żyć z dziećmi, pracą, obowiązkami, mężem i nie dać się zwariować w tym zabieganym świecie.
kupowanie dzieciom

Mamo kup mi

Dlaczego kupujemy

Jestem ciekawa ile z nas codziennie słyszy (i ile razy) „mamoooo, kup mi…”.  I co, nie kupisz? No kupisz. Z wielu powodów. Bo inne dzieci w grupie mają, bo będzie Jej/ Mu przykro, bo nie chcesz sceny w sklepie. Oczywiście to wszystko są powody za które jesteśmy piętnowane, ale zazwyczaj przez innych, którzy robią dokładnie to samo. Mam parę przykładów na „usprawiedliwienie” nas w tym wszystkim.

 

Uleganie przez kupowanie

Oj dużo moich koleżanek jawnie przyznaje, że kupują dzieciom praktycznie wszystko czego chcą (o ile je stać). Nawet same będąc bez dzieci, pomimo tego, że jadą do sklepu po konkretną rzecz, zawsze kupią dziecku jakiś drobiazg. A w sklepie, dziecko nas prosi i mruga tymi swoimi oczkami, składa rączki jak do modlitwy i obiecuje, że będzie sprzątać pokój do końca świata. I co, ulegamy. Ale ja bym tego tak nie nazwała. Jeśli moje dziecko mnie o coś prosi i jest to nawet 5ty drobiazg w tym tygodniu to zwyczajnie kupuję. Skoro biorę dziecko ze sobą i nagle znajduje się ono w miejscu, gdzie prawie każda półka kusi, zabawką czy słodyczami, no to cóż….

Oczywiście nie mówię tu o każdorazowym zakupie Lego za 100zl, czy kupowaniu słodyczy na każdym kroku. Mówię tu o kupowanie autentycznych drobiazgów, a ze słodyczami mamy swoje umowy 😉

 

On ma, ja też chce

Jakiś czas temu moje dziecko narysowało na kartce chłopca w bucikach z literką „N” i powiedział, że też by takie chciał, bo chłopaki z grupy też takie mają. No i co, mogę wytłumaczyć, że są drogie, że za 2 mce będą do kosza itd. itd., ale z drugiej strony nie chcę, żeby było Mu przykro. I teraz, wiadomo, że nic Mu się nie stanie jeśli ich nie dostanie, być może zaraz o tym zapomni, ale znajduje fundusze i wybieram się z Nim do outletu. No co, zwyczajnie chce Mu zrobić przyjemność. TO ŻADNA ZBRODNIA. Choć wiele osób dookoła mówi, „Ty to Go rozpuszczasz”, „co chce to ma”. No ma i dopóki będzie mnie stać, mieć będzie. Nie, bo Mu ulegam, ale dlatego, że spełniam Jego mniejsze i większe marzenia. Nawet jeśli ktoś się puka w głowę. A niech się puka 😉

 

Kiedy dzieci przestają doceniać to co mają i dostają

Konsumpcjonizm rozszalał się już dawno temu, a dostępność zabawek, gadżetów i nowinek jest na wyciągnięcie ręki. Kiedyś dziecko czekało do urodzin lub świąt na TEN wyjątkowy prezent. Dziś dziecko ma wypasione zestawy laleczki LOL , Lego Duplo czy tuzin ulubionych figurek. No tak, bo dziś jest to dostępne.

Faktem jest to, że co za dużo to niezdrowo. Chociażby z tego konkretnego powodu, że dziecko samo nie nadąża za ilością. Nie jest w stanie bawić się wszystkim, chociaż ma i chciało. I tu rzeczywiście jest nasza rola, aby jednak mądrze to dawkować.

 

Kupowanie czasu

Nie ukrywajmy, że trochę mało spędzamy go z naszymi pociechami. A czas, który zostaje często też wypełniamy niezbyt intensywnie. I tak, o ile odwozimy nasze dzieci rano, spotykamy się ok. 17-18ej, 2-3 godzinki i spać. No i teraz co, zabieramy po przedszkolu dziecko do klubokawiarni, na miejscu ciacho, książeczka i tekturowy domek. Oczka się błyszczą, a my mamy poczucie „dobrze spełnionego obowiązku”. Albo wracamy do domu, włączamy dziecku bajki, dajemy przysmaki (niekoniecznie zdrowe) ,a sami zalegamy przed telefonem. No, ale po sprawdzeniu maila i „przeleceniu” przez Facebooka, zamawiamy dziecku zestaw nowych Super Zingsów i mamy „załatwioną” sprawę.

No więc, jestem za uważnością, poświęcaniem czasu i aktywnym słuchaniu, ale… Też robię tak, jak pisałam wcześniej. Kupowanie nie ma raczej nic wspólnego z wyrzutami sumienia. Czy ja wiem, czy próbuję się zrehabilitować dziecku lub „kupić” Jego czas, czy (o zgrozo) miłość. Nie i nie. Bywam zmęczona i czasem nie mam siły malować, tańczyć czy nawet czytać książki synkowi. I znowu, żadna „zbrodnia”, bo niby gdzie ją widzicie? J

 

Zasady i rytuały

Z synkiem mamy swoje zasady, których się trzymamy. A bardziej ja się ich trzymam.  Oprócz tego, mam też swoje wewnętrzne przekonanie, że mówiąc Mu „nie” raczej 1 na 10 razy, niż 9 na 10, nie jest w żaden sposób sfrustrowany ani nie pragnie tak usilnie zabawek czy gadżetów. Nawet tych, które mają inni. Wiecie doskonale jak działa zakazany owoc. Przykro jest nawet wtedy jeśli bardzo byśmy chcieli sobie kupić, ale np. nas nie stać. Ale my to wiemy i rozumiemy. A dziecko?

To co robię ja na co dzień w kwestii okazji czyhających na małego konsumenta:

– nie zabieram dziecka do sklepu, a raczej robię to dosyć rzadko. Z dwóch powodów. Jak wspomniałam wyżej, skoro dziecko znajdzie się w zabawkowym raju, to jak ma nie chcieć… Połowy asortymentu. Hmm?

– mamy swoje dni z konkretnym ulubionym słodyczem, więc mój synek idąc wśród półek zapełnionych słodyczami, pozostaje niewzruszony, bo Mu nie odmawiam na co dzień. Powiecie, no tak, a dzieci które nie mogą jeść tego i tego? Mój synek ma alergie i nietolerancję plus kiepsko reaguje na cukier. My naprawdę wiemy, co znaczy słodyczowa dyscyplina. Wbrew pozorom. A jednak można J

– wymieniamy się ze znajomymi , co powoduje, że w obiegu jest full zróżnicowanych zabawek i to czym by się zachłysnął na tydzień i rzucił w kąt jest w Jego zasięgu, bez wizyty w sklepie. Dzięki temu np. nie pływamy w morzu „wow, mamo, zobacz jak to robi!!!”

– zasada wymienności. Wiele z nas zna zasadę, chowam i co jakiś czas wymieniam zabawki. I myślicie, że to tylko przy małych dzieciach? Otóż nie, działa to i teraz (mam 5latka). Po 3ech tygodniach sięgamy do „zapomnianej” zabawki czy gry i znowu jest szał.

– dokupujemy dodatki. Mamy np. sporo Play Mobil i Lego Duplo. Raz na jakiś czas kupujemy kolejny zestaw i wtedy kombinujemy  z tym, co już mamy jakieś nowe miasteczko lub zamieniamy np. zamek na park rozrywki. I tyle

 

Ku pokrzepieniu serc

Każdy kupuję. Każdy ulega. A my nie ulegajmy presji otoczenia i róbmy to co możemy i chcemy. Kupujemy, żeby sprawić dziecku przyjemność, a nie po to, żeby się usprawiedliwiać. I koniec. Każdy ma swoje możliwości finansowe i m.in. wg nich podejmuje decyzje. Jednak to czy „znowu” kupiliśmy to niczyja sprawa. Jeśli dajemy naszemu dziecku miłość i uwagę to uwierzcie mi, nie zepsujecie go żadną ilością rzeczy. Choć chipsy z batonikiem czekoladowym odradzam na kolację 😉

Podziel się z innymi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany

Wpisz szukaną frazę i naciśnij enter.

Droga Użytkowniczko, Drogi Użytkowniku!

 

W związku z odwiedzeniem naszego serwisu internetowego informujemy, że przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. Twojej aktywności lub urządzeń. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO) w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies. Dowiedz się więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close